
Drukuj
EmailByła Pani w Las Vegas?
Tak, spędziłam tam sporo czasu.
Ile Pani postawiła?
- Nie zagrałam nawet o jednego dolara. Jestem zapobiegliwa, pragmatyczna, poukładana. Wielokrotnie zdarzało mi się zagrać w życiu va bank, ale trochę w innym sensie. Przed wyjazdem na rajd Paryż-Dakar pamiętam rozmowę między ludźmi, którzy odradzali mi to, mówiąc, że ryzykuję zbyt dużo. Jest duża szansa, że mi nie wyjdzie, więc po co?
No właśnie, po co? To jak z tym Everestem, zbyt duże ryzyko.
- Ja postanowiłam pójść na całość i nie żałuję tego. Moim celem nie było wygranie żadnej nagrody. Podejmowanie różnych trudnych wyzwań, które wtedy dla kogoś wydawały się utopią, spowodowały, że dziś spotykamy się w miejscu, którym się spotykamy. Gdybym na pewnych etapach mojego życia nie udowodniła, że potrafię wziąć byka za rogi, to też nikt by mi takiego stanowiska nie zaproponował.
Szła Pani do National Geografic przez Everest?
- Ja w ogóle nie szłam do Nationala. Po wyprawie zaplanowałam zupełnie inny scenariusz na najbliższe lata. Kupiłam biuro, wynajęłam ludzi, miałam konkretne plany wyprawowe, a przede wszystkim wspinaczkowe. To wszystko dość dobrze zaczęło funkcjonować. Mam własne biuro podróży niekonwencjonalnych, gdzie wykorzystuję wiedzę nabytą podczas wędrówek po kraju i poza nim. A tu nagle, zwracają się do mnie wydawcy i proponują mi, bym zmieniła wszystko. W pierwszym odruchu podziękowałam, mimo, że propozycja była dla mnie bardzo nobilitująca i poczułam się nią dowartościowana, ale bałam się wywrócenia do góry nogami planu, który już misternie ułożyłam.
Pani lubi planować?
- Tak.
Ale lubi Pani też zrobić odwrotnie, niż wymaga tego zdrowy rozsądek, ale podpowiada intuicja, bo doskonale wie, że nie porywa się na nic, co nie byłoby na miarę jej możliwości.
- Tak, zawsze, chociaż ja bym to jeszcze inaczej ujęła. Nie, że jest to na miarę moich możliwości, bo wszystko jest na miarę możliwości każdego człowieka. Potencjał drzemie w każdym z nas. Jakie mogą być stanowiska, czy propozycje, którym nie jesteśmy w stanie podołać? Jeśli zakładamy jakąś dysfunkcję fizyczną, to na pewno, ale jeśli zakładamy inne ograniczenia, to nie zgodzę się. To jest głównie kwestia czasu. Czy dzisiaj, jeśli Panią o to spytam, to podjęłaby Pani decyzję o wyprawie na Mont Everest?
Nie.
- Dlaczego?
Myślę, że nie dałabym rady.
- Dzisiaj zgoda, ale dziś podejmuje Pani jedynie decyzję, a od jutra zaczyna się do tego przygotowywać. Nie wie Pani, ile jej zajmie to czasu i jaki będzie proces tych przygotowań, ale zapewniam, że jest to w granicach Pani możliwości. Nawet jeśli ma Pani cukrzycę, astmę i chore kolana.
?
- Tak. Ja też mam astmę i niewydolność żylną.
I w ten sposób je Pani leczy?
- To specjalna technika (śmieje się). Bardzo prosta metoda. Jestem zakładnikiem własnych marzeń. Wymyślam sobie jakiś temat i wszystkim o nim opowiadam, czytam o tym, sama przy okazji się nakręcam. Potem ta energia do mnie wraca. Za jakiś czas ci ludzie zaczynają mnie pytać, jak tam moje plany, przygotowania? Potem, to już trudno mi się wycofać… (śmiech)
Skąd ta energia w Pani?
- Nie mogę powiedzieć, że jestem jakąś bardzo zdyscyplinowaną osobą, która wstaje codziennie o piątej rano i ćwiczy, bo to nieprawda. Gdy wiem, że mam wyprawę, najbliższą na przykład w czerwcu na McKinley. To przyklejam kartkę na lodówkę z napisem "Wejdę na McKinley”, a pod nią centymetr krawiecki. Każdy odcięty centymetr to jeden zaliczony trening. Jeśli obliczę, że potrzebuję ich dajmy na to sto, to ucinam centymetr na setce, przytwierdzam go i jak nie ubywa, to znaczy, że nic nie robię w tym kierunku.
A psychiczny trening? Myślę, że nad fizyczną stroną łatwiej zapanować.
- Nie, ja w ogóle nie mam z tym problemu. Po prostu podejmuję decyzję i jadę. Dopiero jak stanę na lodowcu myślę: O kurczę, w co ja się wpakowałam?! Raczej tak to wygląda.
A konsekwencje, których jest Pani świadoma? Przecież mogła Pani ulec wypadkowi, zginąć nawet.
- Nie myślę o tym, bo wypadkowi mogłabym ulec gdziekolwiek, chociażby dzisiaj, jadąc do pracy. Ja mam taki charakter, że rzucam się na głęboką wodę, a potem się zastanawiam, jak dopłynąć do brzegu.
Na czym polega ten plan?
- No właśnie na tym, żeby dopłynąć do brzegu. Tylko jeszcze nie wiem, jak to zrobię.
Chcesz napisać własny wywiad?
(opcja dostępna jedynie dla zarejestrowanych użytkowników)